– Więc, dlaczego chce Pan się rozwieść z żoną? – Wysoki sądzie, ta kobieta mi żyć nie daje. Lipiec ciepły, chłopaki wpadli na piwo, a ona ciągle: Wyrzuć choinkę, wyrzuć choinkę!
– W jaki sposób uzasadnia pan swój pozew o rozwód? – pyta się sędzia. – Wysoki sądzie, w dwa tygodnie po ślubie żona podawała mi kapcie, a pies witał szczekaniem. Teraz jest odwrotnie.
– Oskarżony o godzinie trzeciej nad ranem dostał się do mieszkania sąsiada. Co oskarżony tam robił? – Byłem pijany i sądziłem, że to moje mieszkanie. – Ale dlaczego, kiedy nadeszła gospodyni schronił się pan przed nią w kuchni? – Bo myślałem, że to moja żona.
– Panie Zenonie, rozważyłem wszystko dokładnie – mówi sędzia na rozprawie rozwodowej. – I postanowiłem przyznać pańskiej żonie 2 tys. zł miesięcznie. – Świetnie, Wysoki Sądzie – odpowiada Zenek. – Ja też od czasu do czasu dorzucę jej parę złotych od siebie.
Sędzia zwraca się do kierowcy, który spowodował wypadek po pijanemu: – Pan znowu tutaj, mówiłem, że nie chcę pana więcej tu widzieć. – Nie zapomniałem, – tłumaczy się oskarżony – ale policjant nie chciał uwierzyć.
W Sądzie: – Ile pozwana ma lat? – Chwileczkę, Wysoki Sadzie muszę policzyć: kiedy wychodziłam za niego za mąż miałam 20 lat, on miał 40. To teraz, jeśli on ma 70, a ja jestem o połowę młodsza, to mam 35?