Miesiąc temu kochaliśmy się z moim facetem bez zabezpieczeń. Przedwczoraj robiłam test ciążowy i wyszło mi, że jestem w ciąży. Krzyknęłam więc do mojego faceta, który akurat siedział na kiblu: – Kochanie! Dwa paski!!! – Tutaj też słaby zasięg! – odkrzyknął z kibla. Wyszedł po 10 minutach, spojrzał na mnie i powiedział: – Sprawdzę zasięg w ogrodzie. Wyszedł i do tej pory nie wrócił…
Więc mówi pan, doktorze, że to jest 23 tydzień ciąży? – Tak, absolutnie. – Dokładnie 23, a nie 27? – Żadnych wątpliwości – 23 tydzień. – Boże… Nie za tego za mąż wyszłam…
Blondynka dowiedziała się, że jest w ciąży i płacze: – Ale ja nie jestem gotowa, żeby mieć dziecko. Nie mam pracy, męża, nawet domu. Nagle wpadła na genialny pomysł: – A może to nie moje?
Smerfetka zaciążyła. Papa Smerf zawołał wszystkie smerfy i po kolei przepytuje: – Używałeś prezerwatyw? – Tak, Papo Smerfie! – A ty używałeś prezerwatyw? – Oczywiście, Papo Smerfie! -Ty też używałeś prezerwatyw? – Przysięgam, Papo Smerfie! I tak Papa Smerf wypytywał po kolei, aż z tyłu kolejki słychać: – Jak ja nie cierpię prezerwatyw!
– Wiem, że to tylko formalność – mówi młody, nowoczesny człowiek do ojca swojej dziewczyny – ale chciałbym prosić o rękę pańskiej córki. – Kto Ci ku**a powidział, że to jest tylko formalność?! – piekli się jej ojciec. – Ginekolog…
W wiejskim ośrodku zdrowia: – Panie doktorze, niech pan co poradzi. Mam już siedmioro dzieci, a mąż to się w ogóle nie zastanowi… – Niech pani kupi mężowi prezerwatywy. Po kilku miesiącach ta sama kobieta jest u lekarza. – Źle mi pan doradził. Znów jestem w ciąży! – A kupiła pani te prezerwatywy? – Mnie tam nie stać na takie wydatki. Sama mu zrobiłam. Na drutach…
Facet siedzi w knajpie i pije kieliszek za kieliszkiem. Podchodzi kelner: – Pan musi mieć jakiś problem. – Mam, z teściową. – Niech się pan nie przejmuje. Z teściową wszyscy mają problemy. – No nie wiem… Moja jest w ciąży.
Kierownik sklepu wzywa do siebie sprzedawczynię (oczywiście blondynkę), która spóźniła się dwie godziny do pracy. – Proszę się nie gniewać – tłumaczy się blondynka – ale jestem w ciąży! – Naprawdę? Od kiedy? – No… Będą już jakieś dwie godziny…